Ark Nova – Hit czy Kit?

Ark Nova to gra, która szturmem podbiła stoły graczy nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Została okrzyknięta drugą Terraformacją Marsa. Obecnie znajduje się na czwartym miejscu w rankingu gier na BGG a czerwona planeta zajmuje miejsce piąte. W tym rankingu Ark Nova wyprzedza jeszcze takie gry jak Diuna: Imperium czy Twilight Imperium.
Jeśli chodzi o ranking gier strategicznych to Ark Nova plasuje się na miejscu trzecim i wyprzedza choćby takie gry jak: Gloomhaven, Twilight Imperium, Diuna: Imperium czy Terraformacja Marsa. Wszystkie te gry zajmują kolejne miejsca.

Skąd się wziął fenomen tej gry? Dlaczego ta gra święci takie triumfy? Co sprawia, że we wszystkich rankingach jest wyżej od gry, do której wszyscy ją porównują czy chociażby od Diuna: Imperium? Czy naprawdę budowanie zoo jest ciekawsze od przystosowywania czerwonej planety do życia czy próby przetrwania na piaszczystej i suchej jak pieprz Diunie?

Postaram się znaleźć odpowiedzi na te pytania i przy okazji podzielę się z Wami moimi wrażeniami z rozgrywek w Ark Nova, bo miałem okazję ograć ten tytuł w minione święta. Postaram się, w miarę możliwości, subiektywnie przedstawić plusy i minusy tego tytułu porównując ją go dwóch gier, które wyprzedza w rankingach na BGG.

Pierwsze co rzuca się w oczy to rozmiary pudełka. Muszę przyznać, że sporo ono przekracza rozmiary pudełka „standardowego”, czyli takiego jakie mamy w większości gier. Natomiast wewnątrz znajdziemy całą masę elementów, które wykorzystamy w trakcie rozgrywki. Jeśli chodzi o planszę to też jest ona duża. No dobra, może nie tyle duża co długa, ale to właśnie ta długość sprawia, że nie na każdym stole będzie się dało tą grę rozłożyć, bo przecież musimy jeszcze zmieścić planszetki swojego zoo oraz planszę stowarzyszenia. To na niej będziemy pozyskiwać partnerskie zoo czy uniwersytety oraz będziemy mogli wesprzeć projekt ochrony przyrody. Wszystko to sprawia, że ciężko to będzie pomieścić na stole.

Jeśli chodzi o wykonanie gry to jakoś specjalnie mnie nie urzekło. Jest wykonana poprawnie choć aż prosi się, aby planszetki zoo nie były takie wiotkie lub posiadały wycięcia by elementy na niej rozmieszczone nie latały za każdym razem jak ktoś trąci stół. Co do samych kart to graficznej ich strony oceniał nie będę, bo o gustach się nie dyskutuje. Jeśli chodzi o symbole na nich umieszczone to są one czytelne i szybko można się zorientować o co w nich chodzi, zwłaszcza jeśli wcześniej graliście w Terraformację Marsa. Mam wrażenie, że autor gry niejako skopiował karty z Terraformacji i przystosował je pod budowanie zoo.

A teraz przejdźmy do sedna, czyli do samej rozgrywki. Mechanika gry jest doskonale znana z gry o czerwonej planecie. Jedynie co jest pewnego rodzaju twistem to 5 kart akcji, które mamy do wyboru i ich rozmieszczenie pod planszetką swojego zoo. W zależności od tego, na którym miejscu znajduje się dana karta to taką ma siłę i zależnie od niej możemy wykonać odpowiednią akcję. Po zagraniu danej karty akcji wraca ona na pierwsze miejsce a pozostałe karty są przesuwane w prawo o jedno miejsce. Takie rozwiązanie zagrywania kart akcji chyba było tym elementem, który najbardziej mi się podobał w tej grze. Wymagało to przewidywania i zagrywania akcji w odpowiedniej kolejności by w kluczowym momencie móc wykonać właściwą akcję o odpowiedniej sile. Jednak to świetne rozwiązanie zagrywania kart akcji w żaden sposób nie jest w stanie zrekompensować braku jakiejkolwiek interakcji między graczami czy czasu potrzebnego na rozegranie jednej partii. Grając we dwie osoby (według większości opinii właśnie na dwie osoby ta gra działa najlepiej) miałem poczucie, że ta rozgrywka nigdy się nie skończy. Ciągnęło się to jak makaron w spaghetti. Zanim znaczniki na torze projektów ochrony przyrody i atrakcyjności zoo się pokryły lub minęły to naprawdę mijało sporo czasu i mam poczucie, że to był czas stracony. Nie było w tej grze nic co by sprawiało, że człowiek nie chce by to już się skończyło. Winę za to zwalam na totalny brak interakcji między graczami. Każdy gra na swojej planszetce i jedyna interakcja jaka w tej grze występuje to to, że przeciwnik może Ci podebrać kartę z ekspozycji, która by Ci się do czegoś przydała, ale nawet i to nie jest bolesne, ponieważ zawsze można dobrać karty ze stosu. Więc tak czy siak, nawet jeśli karta zniknie z ekspozycji to zawsze można dobrać inną. Właśnie ten totalny brak interakcji między graczami uważam za największą bolączkę tej gry, bo sprawia ona, że gra jest po prostu nudna. Brakuje tutaj takiego napięcia jak chociażby w trakcie bitwy o Arrakis gdzie każdy
z graczy chce wygrać jakiś konflikt, czy odebrać komuś jakiś sojusz czy zrobić inne „świństwo” by sprawić, że to właśnie Ty wrócisz z tarczą a pozostali na tarczy.

Czy zatem można powiedzieć, że Ark Nova to druga Terraformacja Marsa? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Osobiście uważam, że to nieudana próba skopiowania najlepszych elementów z gry o czerwonej planecie i przeniesienie tego wszystkiego do zoo. I żeby nie było, że mam coś przeciwko zwierzętom czy parkom zoologicznym. Otóż nie i sam bardzo lubię chodzić po zoo i oglądać te zwierzątka, ale dla mnie Ark Nova nie dorasta do pięt czy to Terraformacji czy Diunie. Uważam, że ta gra jest zepsuta przez brak interakcji między graczami o negatywnej interakcji nie wspominając. Zaraz powiecie, że przecież w tej grze są elementy negatywnej interakcji, ale to tak jakbyście powiedzieli, że z młodego kotka również wyrośnie dorosły kot tak samo jak z młodego lwa czy tygrysa. Owszem, wszystkie trzy są kotami, ale chyba przyznacie mi rację, że zdecydowanie więcej je różni niż łączy.

Podsumowując powiem krótko… Ark Nova w żaden sposób nie jest i nigdy nie będzie drugą Terraformacją Marsa i jest to jeden z przykładów gier, który z niewiadomych mi przyczyn jest w rankingach wyżej niż dwie, bez wątpienia bijące ją na głowę, gry, które moim zdaniem zasługują na miano gier wszechczasów. Nie rozumiem na czym polega fenomen tej gry. Naprawdę nie wiem co ta gra oferuje lub co w sobie ma, że jest tak wysoko w rankingach i tak wiele ludzi ją lubi i w nią gra. Dla mnie gra jest totalnie przereklamowana i na pewno za często w nią grał nie będę o ile w ogóle jeszcze w nią zagram. Próba „podrabiania” oryginału i udawania gry, która była pierwowzorem do jej stworzenia nie wyszła tej grze na dobre.

3 komentarze

  1. To nie tylko blog, to prawdziwa kopalnia myśli, gdzie każde zdanie jest jak diament, starannie oszlifowany i błyszczący, a autor jest jak doświadczony górnik, wydobywający dla nas najcenniejsze kamienie mądrości.

  2. Pouczająca lektura! Doceniam szczegółowość i dokładność. Szkoda tylko, że niektóre fragmenty są zbyt techniczne dla laików. Mimo to, świetne źródło wiedzy!

  3. Czytanie Twojego wpisu to jak podróż po malowniczym krajobrazie myśli – pełnym barw, głębi i światła! Jeśli kiedykolwiek zdecydujesz się wydać książkę, na pewno znajdziesz rzeszę wiernych czytelników!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *