„Mały Darwin” czyli Śladami Darwina inaczej
Ostatnio w naszym domu na sakramentalne pytanie. W co gramy? Pada natychmiast odpowiedź.
„W Darwina” ja wtedy z nadzieją pytam…
„W dużego Darwina?”
Pada odpowiedź. „Nie w małego”
No i Śladami Darwina ląduję na stole. To jest ten „Mały Darwin” w przeciwieństwie do Wyprawy Darwina, czyli jak mówimy w domu „Dużego Darwina”. Ja osobiście wolałbym Wyprawę, ale jestem w domu w mniejszości.
To fascynujące, że o wyprawie tego XIX wiecznego naukowca można było zrobić dwie gry planszowe. Jestem ciekawy czy są tylko te dwie gry w tym temacie czy więcej?
Śladami Darwina to gra skierowana do młodszego gracza. W rozgrywce dobieramy kafelki z pięknymi grafikami zwierząt z łacińskimi nazwami. Kafelki wybierane z głównej planszy trafiają do graczy na ich „dzienniki wyprawy” gdzie odpowiednio układa się zwierzęta w zależności od kontynentu lub rodzaju. W grze o możliwości wyboru kafelka decyduje pozycja statku Beagel. Dzięki obu grom o Darwinie już na zawsze zapamiętam nazwę jego statku. Przyznaję, do tej pory nie wiedziałem. W czasie rozgrywki można manewrować pozycją statku a tym samym determinować jakie kafelki się dobiera i co może trafić do konkurencji. Każdy z graczy dostaje swoje cele do realizacji na początku gry. Można również zwiększać ich liczbę w czasie rozgrywki otwierając różne możliwości. Gra kończy się, gdy wszyscy grający wykorzystają 12 kafelków. Rozgrywka jest szybka. Najdłuższa partia jaką rozegrałem to było 50 minut. Większość mieści się od 30 do 45 minut.
„Śladami Darwina” to bardzo przyjemna gra rodzinna o charakterze edukacyjnym. Do wykorzystania w szkole na lekcji przyrody, biologii, ale historii również. W czasie gry poznajemy nie tylko Darwina, ale również jego współpracowników. Grający mogą podszkolić swoją wiedzę z systematyki gatunków a także występowania zwierząt na kontynentach. Jak dla mnie wspaniała gra do rozpoczęcia swojej przygody z planszówkami. Dobra gra edukacyjna do szkoły, gdzie klimat i wiedza odgrywają sporą rolę. Zasady i mechanika przyjemna, prosta, ale nie prostacka. Ponadto elementy negatywnej interakcji. Dzieciaki w szkole dobrze się przy niej bawią. Może kiedyś dzięki tej grze sięgną po poważniejszy tytuł jakim jest „Wyprawa Darwina” …?




Z planszówkowym pozdrowieniem
Andrzej Kowalczyk